Dwa lata temu kupiłam sobie gorset – taki z prawdziwego zdarzenia. Ma wszystkie niezbędne części kuszącego stroju: prześwitująca koronkę, kokardkę między miseczkami i podwiązki. Sam seks. Ten seks od tych dwóch lat leży zwinięty w mojej szafie i czeka na swoją specjalną okazję.
Kiedyś sobie wymyśliłam, że nauczę się
jakiegoś erotycznego tańca i zdejmując ponętnie jedną część swojej wierzchniej
garderoby po drugiej, odsłonię to cudeńko przed świata-poza-mna-nie-widzącym-facetem.
Raz nawet zrobiłam próbę generalną w swoim studenckim pokoju, jak
współlokatorka wyszła na zajęcia. Wiłam się po stole, machałam pupą nad
krzesłem i rzucałam dziko włosami. Skończyło się skurczem szyi i podartą
pończochą. Zabawa była przednia, ale myślę, że nie nadawało się to do prezentacji
przed żadną osobą, którą szanuję. Nie żeby był to taniec wulgarny – raczej
niebezpieczny dla widza.
Miałam jeszcze kilka podejść do tego niesamowitego stroju
Wonder Woman ale ostatecznie nasze drogi się rozeszły. Myślę, że przesądziły o
tym moje zmagania któregoś dnia z rzędem haftek na moich plecach. Najgorsze
jest to, że nie ma innego sposobu żeby zdjąć osaczający moje ciało gorset, jak
tylko pokonanie całego ciągu zaczepek, którego rozpięcie w taki sposób żeby nie
wyglądać jak porażona prądem jest dla mnie prawie niemożliwe.
Jako, że jednym z moich noworocznych postanowień jest
podejmowanie nowych wyzwań i przełamywanie strachu to zdecydowałam, że w tym
roku założę na siebie to cudeńko i zaprezentuję swoje wdzięki przed mym
narzeczonym. Noc poślubna coraz bliżej i powinnam pomyśleć nad atrakcjami dla
świeżego małżonka (chociaż szczerze zastanawia mnie jak mam pokazać się jako
szalona napalona żonka po dniu wypełnionym
mieszanką stresu i radości i wzruszenia i sama-nie-wiem-czego bo jeszcze
nigdy ślubu nie brałam).
Jedno wiem – nic tak na faceta nie działa jak seksowna
bielizna, którą może własnoręcznie zdjąć z kobiety. Miesiąc temu pojechaliśmy
ze znajomymi do Berlina na małe zwiedzanie i skoczyliśmy do Primarka czyli na
tanie zakupy na jeden sezon. Mam już taki zwyczaj, że zawsze jak wpadam do tego
sklepu to kupuję nowy komplet bielizny – wybór jest tam niesamowity od
szalonych kolorowych panterek po skromne babcine barchany, a w dodatku chcą za
nią grosze. Nie jest to może jakość i krój Victoria Secret, ale wierzcie mi:
facet nie zauważy różnicy. Po powrocie z Niemiec urządziliśmy sobie w
mieszkaniu pokaz mody – każdy z nas miał się zaprezentować w modowych
nowościach. (Nie)stety, jak tylko ubrałam na siebie nowy komplecik, wszystkie
inne stroje okazały się dla mojego mężczyzny mało istotne. Wniosek: robiąc
sobie prezent mogę również uszczęśliwić moją drugą połówkę!
Drogie Kobietki – nie bójmy się takich modowych wyzwań.
Perfekcyjna Pani Domu musi opanować sztukę noszenia seksownej bielizny. Pierś
do przodu, obcasy na nogi i ręka na biodro – to są podstawy dobrej prezentacji.
Liczę na to, że przy kolejnym moim spotkaniu z Panem Gorsetem bardziej się
zaprzyjaźnimy, a rządek haftek pokonam na cztery ręce z moim ukochanym.

Chyba i ja musze kupić coś extra sexy i zaszaleć bo kiedy jak nie teraz :)
OdpowiedzUsuń