Znacie to uczucie, kiedy po długiej i męczącej podróży wracacie do domu i z ulgą siadacie w ulubionym fotelu albo obchodzicie mieszkanie z władczą miną, bo oto wróciliście na swoje terytorium? Ja też już je znam.
Do tej pory mieszkałam już w dwóch domach i sześciu
mieszkaniach. Każde z tych miejsc wiąże się z innym okresem w moim życiu i
każde wzbudza odmienne odczucia. Żadne z nich, nawet mój dom rodzinny, nie
potrafiło wzbudzić we mnie poczucie absolutnego spokoju i bezpieczeństwa.
Często bywało tak, że miałam współlokatorów, którzy po prostu byli nieznośni
lub coś się na okrągło psuło albo po prostu wystrój wnętrz był okrutny. Gdy te
warunki bardzo mi doskwierały, wsiadałam w pociąg i jechałam do rodziców, ale
nawet tam musiałam podporządkować się żelaznym zasadom mojej mamy i dopasować
swoje plany do wymagań domowników.
Niedawno nastał przełom w moim życiu. Mam nowy dom. Dom,
który urządziliśmy sami z mężem (jak to pięknie brzmi!) i który jest nasza oazą
spokoju. Pierwszy raz tak naprawdę poczułam to, jak wróciliśmy z podróży
poślubnej i mimo wielu wspaniałych przeżyć na wyjeździe, przekraczając próg
mieszkania pomyślałam „nareszcie jesteśmy w domu”. Niesamowite uczucie, gdy
włożony wysiłek zwraca się nam w tak wdzięczny sposób. Tyle się naprzeklinałam
na spanie na dmuchanym materacu, na okurzone wciąż ubrania i brak możliwości
znalezienia czegokolwiek w kartonach. Opłaciła się i praca, i cierpliwość.
Staram się nacieszyć tymi chwilami, gdy zmęczona po całym
dniu w biurze wracam do mieszkania i patrzę na wszystko to co udało nam się
osiągnąć. Dotykam drewnianych blatów w kuchni, podziwiam miękkość materaca na
naszym łóżku, wyglądam zza firanek na ulicę przed domem i podlewam każdy
kwiatek mówiąc mu „witam”. Wszystko jest nasze i jest dopasowane do naszych
potrzeb. Nie muszę dostosowywać się do nikogo więcej, pytać o zdanie i zastanawiać
się czy coś się stanie jeśli dziś nie posprzątam.
Jestem Królową w swoim domu.
Posiadanie swojej przestrzeni jest niezwykle ważne.
Szczególnie jeśli tempo naszego życia jest szybkie, wciąż za czymś gonimy, a
stres jest nieodłączną częścią naszej pracy. Doceniłam jesienne wieczory w
blasku nowej lampy sufitowej z Leroy Merlin z herbatą w ręku. Nadal nie
potrafię oddzielić emocji związanych z pracą od życia prywatnego, ale łatwiej
oderwać myśli i zmniejszyć tempo gdy ma się do tego odpowiednie miejsce, w
którym liczą się przede wszystkim Twoje potrzeby i pragnienia.



