poniedziałek, 12 października 2015

Podzielę się odrobiną mojego szczęścia...



Siedzę na środku naszego małżeńskiego łoża i rozmyślam o tym jak wyglądały ostatnie miesiące. To był niesamowity czas. Tak wiele pięknych momentów! Obrazy przewijają się w głowie jak film i trudno się nie uśmiechnąć.

W tych wspomnieniach jestem księżniczką. Mąż wnosi mnie na rękach na salę, wszyscy klaszczą, a
ja wyglądam przepięknie w mojej białej sukni. To jest szczęście.

Chociaż trwało to wszystko tylko przez chwilę, bo świeczki na torcie dawno zgasły i suknia oddana do salonu, to szczęście nie przeminęło i ja pamiętam ten blask, i pamiętam szelest materiału, i dotyk ust podczas pierwszego małżeńskiego pocałunku. 

Życie biegnie dalej i ludzie w koło myślą, że wszystko wróciło do normy bez większych zmian, a ja wiem, że jest inaczej. Jest lepiej. Ślub to wielka inwestycja, ale wcale nie chodzi o to ile kosztowały nas kwiaty, fotograf czy oprawa muzyczna – to są tylko dodatki do tego co się zdarzyło w kościele, przed obliczem Pana Boga. Prawdziwą inwestycją są uczucia, najważniejsze jest to, że wypowiadając przysięgę małżeńską powierzasz drugiemu człowiekowi swoje życie i wierzysz w to, że ta druga osoba jest tak samo zaangażowana jak Ty. Nie ma nic piękniejszego na świecie jak to poczucie pewności, gdy słyszysz słowa „… nie opuszczę Cię aż do śmierci” od osoby, która z ufnością wpatruje się prosto w Twoje oczy. 

Takie momenty zapisują się w nas na trwałe i nawet w codziennym życiu możemy dostrzec ich ślady. Może to są drobiazgi, ale samo to, że dzwonimy do siebie częściej, częściej pytamy siebie o zdanie, bardziej się o siebie troszczymy i mamy do siebie więcej cierpliwości – to wszystko utwierdza mnie w przekonaniu, jak silną więzią jest małżeństwo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz