wtorek, 20 października 2015

Szyte na miarę.


Znacie to uczucie, kiedy po długiej i męczącej podróży wracacie do domu i z ulgą siadacie w ulubionym fotelu albo obchodzicie mieszkanie z władczą miną, bo oto wróciliście na swoje terytorium? Ja też już je znam.


Do tej pory mieszkałam już w dwóch domach i sześciu mieszkaniach. Każde z tych miejsc wiąże się z innym okresem w moim życiu i każde wzbudza odmienne odczucia. Żadne z nich, nawet mój dom rodzinny, nie potrafiło wzbudzić we mnie poczucie absolutnego spokoju i bezpieczeństwa. Często bywało tak, że miałam współlokatorów, którzy po prostu byli nieznośni lub coś się na okrągło psuło albo po prostu wystrój wnętrz był okrutny. Gdy te warunki bardzo mi doskwierały, wsiadałam w pociąg i jechałam do rodziców, ale nawet tam musiałam podporządkować się żelaznym zasadom mojej mamy i dopasować swoje plany do wymagań domowników.
Niedawno nastał przełom w moim życiu. Mam nowy dom. Dom, który urządziliśmy sami z mężem (jak to pięknie brzmi!) i który jest nasza oazą spokoju. Pierwszy raz tak naprawdę poczułam to, jak wróciliśmy z podróży poślubnej i mimo wielu wspaniałych przeżyć na wyjeździe, przekraczając próg mieszkania pomyślałam „nareszcie jesteśmy w domu”. Niesamowite uczucie, gdy włożony wysiłek zwraca się nam w tak wdzięczny sposób. Tyle się naprzeklinałam na spanie na dmuchanym materacu, na okurzone wciąż ubrania i brak możliwości znalezienia czegokolwiek w kartonach. Opłaciła się i praca, i cierpliwość.
Staram się nacieszyć tymi chwilami, gdy zmęczona po całym dniu w biurze wracam do mieszkania i patrzę na wszystko to co udało nam się osiągnąć. Dotykam drewnianych blatów w kuchni, podziwiam miękkość materaca na naszym łóżku, wyglądam zza firanek na ulicę przed domem i podlewam każdy kwiatek mówiąc mu „witam”. Wszystko jest nasze i jest dopasowane do naszych potrzeb. Nie muszę dostosowywać się do nikogo więcej, pytać o zdanie i zastanawiać się czy coś się stanie jeśli dziś nie posprzątam.
Jestem Królową w swoim domu.


Posiadanie swojej przestrzeni jest niezwykle ważne. Szczególnie jeśli tempo naszego życia jest szybkie, wciąż za czymś gonimy, a stres jest nieodłączną częścią naszej pracy. Doceniłam jesienne wieczory w blasku nowej lampy sufitowej z Leroy Merlin z herbatą w ręku. Nadal nie potrafię oddzielić emocji związanych z pracą od życia prywatnego, ale łatwiej oderwać myśli i zmniejszyć tempo gdy ma się do tego odpowiednie miejsce, w którym liczą się przede wszystkim Twoje potrzeby i pragnienia.

poniedziałek, 12 października 2015

Podzielę się odrobiną mojego szczęścia...



Siedzę na środku naszego małżeńskiego łoża i rozmyślam o tym jak wyglądały ostatnie miesiące. To był niesamowity czas. Tak wiele pięknych momentów! Obrazy przewijają się w głowie jak film i trudno się nie uśmiechnąć.

W tych wspomnieniach jestem księżniczką. Mąż wnosi mnie na rękach na salę, wszyscy klaszczą, a
ja wyglądam przepięknie w mojej białej sukni. To jest szczęście.

Chociaż trwało to wszystko tylko przez chwilę, bo świeczki na torcie dawno zgasły i suknia oddana do salonu, to szczęście nie przeminęło i ja pamiętam ten blask, i pamiętam szelest materiału, i dotyk ust podczas pierwszego małżeńskiego pocałunku. 

Życie biegnie dalej i ludzie w koło myślą, że wszystko wróciło do normy bez większych zmian, a ja wiem, że jest inaczej. Jest lepiej. Ślub to wielka inwestycja, ale wcale nie chodzi o to ile kosztowały nas kwiaty, fotograf czy oprawa muzyczna – to są tylko dodatki do tego co się zdarzyło w kościele, przed obliczem Pana Boga. Prawdziwą inwestycją są uczucia, najważniejsze jest to, że wypowiadając przysięgę małżeńską powierzasz drugiemu człowiekowi swoje życie i wierzysz w to, że ta druga osoba jest tak samo zaangażowana jak Ty. Nie ma nic piękniejszego na świecie jak to poczucie pewności, gdy słyszysz słowa „… nie opuszczę Cię aż do śmierci” od osoby, która z ufnością wpatruje się prosto w Twoje oczy. 

Takie momenty zapisują się w nas na trwałe i nawet w codziennym życiu możemy dostrzec ich ślady. Może to są drobiazgi, ale samo to, że dzwonimy do siebie częściej, częściej pytamy siebie o zdanie, bardziej się o siebie troszczymy i mamy do siebie więcej cierpliwości – to wszystko utwierdza mnie w przekonaniu, jak silną więzią jest małżeństwo.