niedziela, 19 kwietnia 2015

Przedślubna gorączka.



W nocy, dokładnie trzy miesiące przed moim ślubem, śniło mi się że szykuję się do uroczystości weselnych. Siedzę przed biała toaletką i próbuję doprowadzić się do ładu, ale cały czas coś wypada mi z rąk ze zdenerwowania. Dodatkowo, cały czas towarzyszy mi myśl, że o czymś zapomniałam, o czymś bardzo ważnym… Nagle mnie olśniewa: fotograf! Na moje wesele nie przyjechał fotograf! Chwytam szybko za telefon żeby naprawić jakoś tę sytuację póki nie jest za późno, ale wchodzi ktoś do pokoju i każe mi gdzieś iść. Stoję na korytarzu i widzę gości weselnych wchodzących do sali i zajmujących swoje miejsca. Ciągle ktoś mnie zaczepia i o coś pyta. Tymczasem czas nieubłaganie mija. Patrzę na zegarek i jest 14:40 – za 20 minut zaczyna się uroczystość! Z przerażeniem stwierdzam, że nie zdążyłam załatwić fotografa. Mało tego, moje włosy są w totalnym nieładzie a makijaż mam nałożony tylko na połowie twarzy…


Czuję, że powoli dopada mnie gorączka przedślubna. Zostało jeszcze tak wiele spraw do zorganizowania a czasu jest naprawdę niewiele. Ostatnio mam wrażenie, że moje życie to maraton – ciągle gdzieś biegam i zawsze na coś brakuje mi czasu. W pracy kocioł, w domu jeszcze gorzej. W czerwcu odbieram mieszkanie, w lipcu ślub. Czasem nie wiem czy robię dobrze, że siedzę przed kompem i szukam mebli do sypialni zamiast jechać do brafiterki przymierzać staniki. Kalendarium ślubne, które zaplanowałam pół roku temu dawno jest nieaktualne.


Grunt to spokój. Zaczęłam znów biegać. Wysiłek fizyczny pozwala mi się zrelaksować i poskładać myśli. Biegnę i wyobrażam sobie układ stołów na sali. Nagle wszystko się układa w spójną całość, jak w Pięknym Umyśle. Przybiegam do mieszkania, rzucam okiem na wiszącą na ścianie listę i zamiast skreślić z niej zrealizowane zadania, dopisuję kolejne dwa.


To będą intensywne trzy miesiąca, wypełnione planowaniem najważniejszego dnia w moim życiu, składaniem w całość projektu domowego gniazda i organizowaniem podróży poślubnej. Brzmi przytłaczająco. Z jednej strony czuję narastające we mnie przerażenie, ale z drugiej strony myślę sobie, że odnajdę w każdej z tych rzeczy wiele przyjemności i chcę się delektować tymi trzema miesiącami, ponieważ wiem, że bez względu na wszystko ta opowieść kończy się happy endem.